nareszcie coś ruszyło zaczęło się dziać. w sobotę byłam na imprezie z okazji 18 urodzin koleżanki. gdy mnie zaprosiła myślałam że to tylko ze względu na to iż mieszkamy dość blisko i głupio jej było mnie nie zaprosić. jednak im było bliżej imprezy tym mniej się tym przejmowałam. wyszło świetnie! piłam nie powiem że nie. ale stosunkowo mało - wszystko pod kontrolą. bawiłam się całą noc.
następnego dnia nie czułam depresyjnego samopoczucia - dziwne. czułam się dobrze. nie czułam bezradności i odrzucenia. wniosek: przebywanie z ludźmi nie jest takie złe a nawet potrafi pomóc.
jedyny problem to znaleźć ludzi którzy będą mieć ochotę się spotkać raz na czas pogadać. nie chcę tego robić na siłę jak to zwykle bywało bo nie ma to najmniejszego sensu. pozostawało po tym rozczarowanie i smutek - czasem złość. jestem dobrej myśli że jakoś to moje smutne a zarazem skomplikowane życie w końcu się ułoży. trzeba chęci troszkę angażu i fajnych ludzi.
