dzisiejszy dzień był dość szokujący. zaczął się od tragicznego sprawdzianu z historii - kolejna jedynka do kolekcji.. (jestem już zmęczona szkołą a ferie w połowie lutego.) reszta lekcji minęła w miarę łagodnie.
wróciłam do domu i nie byłam przygnębiona. dziwne.. dlaczego nie miałam tego przeczucia które dręczyło mnie przez ostatnie dni? nie rozumiem dlaczego ale za to jak miło poczuć pozytywne emocje. może dobre.. albo nie - lepsze samopoczucie było efektem rozładowania emocjonalnego na blogu a także dość poważnych rozmów z Moniką. może zwierzenie się ze swoich problemów jest dobrym sposobem na rozwiązanie ich. nie pamiętam kiedy miałam możliwość wypowiedzieć się co czuję myślę. funkcja oczyszczająca psychicznie działa mam taką nadzieję.
dystans - słowo które najbardziej zapamiętałam z ostatnich konwersacji. przestać starać się na siłę o zyskanie znajomych jeżeli sami tego nie chcą. dystans do samej siebie zaprzestanie z małą aktoreczką (wszystko jest w jak najlepszym porządku.. ha.)
dystans do diety: nie łapanie się głupich pomysłów nieprzemyślanych diet. prób które są skazane na niepowodzenie. depresji spowodowanych ciągłym poddawaniem się. muszę zmienić sposób myślenia o jedzeniu. zaprzestać obsesyjnej mani na tym punkcie. skupić się na ważniejszych sprawach. większe poświęcenie nauce na pewno się przyda. może z czasem przyjdą znajomi przyjaciele. chcę w końcu poczuć się jak szesnastolatka. a nie jak dwie osoby w jednym: mała dziewczynka ciągle sama krytykowana.. i odpowiedzialna za wszystko mająca w podświadomości zakodowane że musi pomóc każdemu lecz nie sobie dziewczyna. czas na zmiany pozytywne zmiany.
